Wiele przygód zaczyna się na studiach i tak też było również w moim przypadku. Miałem to szczęście, że mój wydział prenumerował Parkiet i Puls Biznesu. Praktycznie każdego dnia, kiedy byłem na uczelni (a jako student nie było to aż tak często), sięgałem po te gazety. Śledziłem zarówno informacje makroekonomiczne, jak i wiadomości ze spółek. Zawsze fascynowały mnie doniesienia o zwoływanych Walnych Zgromadzeniach Akcjonariuszy (WZA) oraz o podejmowanych podczas nich decyzjach.
Dla mnie, jako akcjonariusza mniejszościowego, te wydarzenia wydawały się czymś zarezerwowanym dla „grubych ryb”, osób z pakietami kontrolnymi. Postanowiłem jednak przekonać się, jak wygląda to w praktyce. Tak właśnie rozpoczęła się moja pierwsza przygoda z WZA.


