Wielu inwestorów indywidualnych zakłada, że regularne dopłaty do portfela wystarczą, aby utrzymać docelowe proporcje między klasami aktywów. Takie podejście brzmi logicznie i jest wygodne, ale w praktyce bardzo szybko przestaje działać. Rebalancing oparty wyłącznie na dopłatach jest rozwiązaniem naiwnym i zawodnym, szczególnie w długoterminowym inwestowaniu pasywnym (celowo to podkreślam).
Na czym polega złudzenie rebalancingu dopłatami
Założenie jest proste. Gdy jedna część portfela rośnie szybciej, kolejne wpłaty kierujemy do aktywa, które radzi sobie słabiej. W teorii pozwala to wracać do docelowych wag bez sprzedaży czegokolwiek. Problem polega na tym, że skala zmian rynkowych bardzo szybko zaczyna przewyższać skalę nowych wpłat.
Wiele osób myśli, że takie niedogodności dotkną ich po wielu latach inwestowania. Nie jest to problem, który pojawia się po dekadach inwestowania. Bardzo często występuje już w drugim lub trzecim roku, a przy mniej sprzyjających warunkach nawet w pierwszym. Do tego nie są potrzebne spektakularne krachy ani historyczne bessy. Wystarczy umiarkowany trend wzrostowy jednego z aktywów.
Nie wierzysz mi? Stworzyłem pod to plik do prostej symulacji portfela, który pokazuje do dobitnie – więcej o nim poniżej?
Dlaczego dopłaty przestają wystarczać
Problem polega na tym, że wraz ze wzrostem wartości portfela dopłaty stają się relatywnie coraz mniej istotne. W pewnym momencie nawet skierowanie całej dopłaty do jednego aktywa nie jest w stanie przywrócić docelowych proporcji. Rebalancing przestaje być rebalancingiem, a staje się jedynie kosmetyczną korektą.
Nawet gdybyśmy zastosowali jakieś ekstra dopłaty i wpłacili dwukrotność albo nawet trzykrotność standardowej dopłaty, to i tak często to nie wystarcza, aby zrównoważyć portfel.
Rebalancing to nie tylko kupowanie, ale również sprzedawanie
Prawdziwy rebalancing portfela polega na okresowym przywracaniu założonych wag, niezależnie od emocji i bieżącej sytuacji rynkowej. Oznacza to, że czasami konieczna jest sprzedaż aktywa, które radziło sobie najlepiej, i przesunięcie środków do tego, które było słabsze.
Dopłaty mogą być pomocnym narzędziem na bardzo wczesnym etapie budowy portfela, gdy jego wartość jest niewielka. Nie mogą jednak zastąpić pełnoprawnego rebalancingu w dłuższym horyzoncie.
Dlaczego rebalancing jest istotny?
Po pierwsze pozwala utrzymać założony poziom ryzyka. Jest to główna funkcja rebalancing, aby utrzymać zmienność na założonym poziomie. Po drugie rebalancing, choć trudny psychicznie, pozwala na sprzedawanie drogo i kupowanie tanio. Sprzedajemy te aktywy, które są wyceniane wyżej, a kupujemy ten wyceniane niżej, wiec robimy to co każdy inwestor chciałby robić – kupować tanio, sprzedawać drogo.
Prosta symulacja portfela dwóch aktywów
Chcąc lepiej zobrazować ten problem, udostępniam prosty arkusz Google, w którym można przeprowadzić symulację portfela złożonego z dwóch aktywów. Arkusz pozwala sprawdzić, jak szybko dopłaty przestają wystarczać do utrzymania założonych proporcji, nawet przy umiarkowanych zmianach rynkowych.
Jeśli chcesz edytować arkusz, to utwórz własną kopię. Wejdź w Plik i następnie -> utwórz kopię.

Zachęcam do wykonania własnych symulacji i przetestowania różnych scenariuszy. Chcę w ten sposób pokazać, że rebalancing dopłatami, to mit. Tworząc swoją strategię należy przemyśleć ten aspekt i nie zakładać, ze dopłaty załatwią sprawę.
Symulacja rebalancingu portfela
Powyższy arkusz pozwala przeprowadzić prostą symulację portfela złożonego z dwóch klas aktywów, na przykład akcji i obligacji. Jego celem jest pokazanie, dlaczego rebalancing oparty wyłącznie na dopłatach działa tylko przez bardzo krótki czas i szybko przestaje być skuteczny.
Narzędzie umożliwia porównanie wielu scenariuszy ruchów rynkowych. Dzięki temu można łatwo zaobserwować, jak wraz ze wzrostem wartości portfela maleje znaczenie dopłat oraz w którym momencie utrzymanie założonych proporcji staje się niemożliwe bez sprzedaży części aktywów. Warto sprawdź, czy zmienia częstotliwości dopłat mogłaby pomóc przy reblancingu.
Stopy zwrotu użyte w arkuszu mają charakter przykładowy i służą wyłącznie celom edukacyjnym. Arkusz nie jest prognozą ani rekomendacją inwestycyjną. Jego zadaniem jest pomoc w zrozumieniu mechaniki portfela i ograniczeń popularnych uproszczeń inwestycyjnych.
Plik do rebalancingu
Masz problemy z obliczeniem ile instrumentów sprzedać lub kupić, aby zrównoważyć portfel? Jeśli tak, to koniecznie znajrzyj do mojego arkusza, w którym szybko to obliczysz samodzielnie. Link do pliku do rebalancingu. Pamiętaj, aby utworzyć własną kopię, aby edytować plik.

Czy jeśli mam więcej składników portfela to łatwiej będzie mi go rebalancować?
Odpowiedź krótka powinna brzmieć, że teoretycznie prawdopodobnie tak. Jednak, dużo będzie zależeć co to są za składniki i jak są ze sobą skorelowane. Jeśli ich korelacje jest zazwyczaj wysoka (zwłaszcza w sytuacjach strachu na rynkach finansowych albo podatne są na podobne czynniki makroekonomiczne), to prawdopodobnie i tak rebalancing dopłatami będzie po kilku latach tylko marzeniem.
Nie mówimy tutaj o portfelu wielu akcji, bo jeśli ktoś ma portfel po prostu akcyjny, gdzie ustala sobie jakiś progi ile ma mieć danej spółki, to tak naprawdę bardziej mamy tutaj do czynienie z arbitralnymi założeniami strategii niż stricte reblancingiem portfela. Skupiam się w tym wpisie i narzędziu na długoterminowych portfelach pasywnych.
Jak rozsądnie radzić sobie z rebalancingiem portfela?
Skoro wiadomo już, że dopłaty nie rozwiązują problemu rebalancingu w długim terminie, warto zastanowić się, jak podejść do tego procesu w sposób praktyczny i możliwy do utrzymania przez lata. Dobrze zaprojektowany rebalancing nie wymaga ciągłego kontrolowania portfela ani reagowania na każdy ruch rynku. Nie jest to artykuł o rebalancing ogólnie, tutaj podam tylko kilka ogólnych wskazówek.
Nie sprawdzaj proporcji przy każdej dopłacie
Jednym z najczęstszych błędów początkujących inwestorów jest zbyt częste analizowanie struktury portfela. Sprawdzanie proporcji przy każdej dopłacie prowadzi do nadmiernej aktywności, a również może zwiększyć ryzyko podejmowania emocjonalnych decyzji. (Skoro już mamy coś sprzedać lub kupić do portfela, to możemy odejść do założonej strategii pod wpływem bieżącej paniki lub euforii na rynku.)
Znacznie rozsądniejszym podejściem jest ustalenie stałej częstotliwości przeglądu portfela, na przykład raz w roku. Taki rytm:
• ogranicza pokusę ciągłych zmian;
• pozwala skupić się na długim terminie;
• upraszcza cały proces inwestowania.
W większości przypadków roczny przegląd portfela jest w zupełności wystarczający.
Dopłaty robione rzadziej, ale za większą kwotę
Jeśli chcesz przeprowadzać rebalancing przy każdej dopłacie, rozważ robienie wpłat rzadziej, ale w większych kwotach. Z arkusza wyraźnie widać, że im rzadsze są dopłaty (np. raz na pół roku lub raz w roku), przy zachowaniu tej samej łącznej kwoty co przy inwestowaniu miesięcznym, tym dłużej rebalancing oparty na dopłatach pozostaje skuteczny. W takim przypadku pierwsze problemy pojawiają się znacznie później.
W praktyce oznacza to, że już samo przejście z zakupów co miesiąc na zakupy realizowane raz na kilka miesięcy może wyraźnie poprawić sytuację.

Stosuj rebalancing przedziałowy zamiast sztywnego
Rebalancing nie musi oznaczać idealnego trafienia w założone proporcje. W praktyce lepiej sprawdza się podejście przedziałowe, które dopuszcza pewne odchylenia od celu.
Przykładowo, przy portfelu 60 procent akcji i 40 procent obligacji można ustalić akceptowalny zakres odchyleń na poziomie kilku punktów procentowych. Np. rebalancing dokonujesz jeśli akcje będą stanowić mniej niż 55% portfela lub więcej niż 65%. Rebalancing jest wykonywany dopiero wtedy, gdy:
• udział akcji przekracza ustalony górny próg;
• udział obligacji spada poniżej dolnego zakresu.
Takie podejście zmniejsza liczbę transakcji i pozwala rynkom pracować bez ciągłej ingerencji inwestora. Ja jestem gorącym orędownikiem łączenia oby powyższych założeń. Czyli sprawdzamy czy rebalancing jest potrzebny tylko raz w roku oraz stosujemy około 5 punktów procentowych jako dopuszczalne odchlynie w strukturze portfela.
Uwzględnij konsekwencje podatkowe
Rebalancing w praktyce często oznacza sprzedaż części aktywów, które radziły sobie najlepiej. Na kontach opodatkowanych taka sprzedaż wiąże się z koniecznością zapłaty podatku od zysków kapitałowych. To realny koszt, który obniża efektywność inwestycji i to znacząco!
W tym kontekście ogromną przewagę dają konta emerytalne. IKE oraz IKZE pozwalają na dokonywanie rebalancingu bez bieżących konsekwencji podatkowych.
To jeden z często niedocenianych argumentów za wykorzystaniem tych kont inwestycyjnych. Zyskujemy nie tylko w wieku emerytalnym, ale także w trakcie inwestowania.
Automatyzuj proces tam, gdzie to możliwe
Jeżeli inwestujesz w fundusze lub ETF-y w ramach jednego rachunku, warto sprawdzić, czy broker lub instytucja finansowa oferuje narzędzia ułatwiające rebalancing. Automatyzacja:
• zmniejsza ryzyko błędów;
• ogranicza wpływ emocji;
• zwiększa konsekwencję działania.
Im mniej decyzji trzeba podejmować ręcznie, tym większa szansa, że strategia przetrwa wiele lat. Tak właśnie działa m.in. OIPE, które robi rebalancing za Ciebie, a jednocześnie też nie płacisz tam podatków przy rebalancingu.
Wpływ kosztów transakcyjnych na częstotliwość rebalancingu
Każda transakcja wiąże się z kosztami, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się one niewielkie. Prowizje maklerskie, spready czy opłaty za przewalutowanie mogą w długim terminie trochę obniżyć stopę zwrotu portfela. Na szczęście w strategiach pasywnych te koszty transakcyjne zazwyczaj nie są istotne dla ostatecznego wyniku (Naprawdę!), jednak i tak warto je ograniczać jeśli to możliwe.
Zbyt częsty rebalancing zwiększa liczbę transakcji i sprawia, że koszty zaczynają pracować przeciwko inwestorowi. Dlatego w praktyce lepiej ograniczyć rebalancing do momentów, w których odchylenia od założonych proporcji są istotne, zamiast reagować na drobne wahania. Patrz na opisane wyżej paragrafy.
Psychologiczne aspekty sprzedaży aktywów
Jednym z najtrudniejszych elementów rebalancingu jest sprzedaż aktywów, które przynosiły najlepsze wyniki. Psychologicznie stoi to w sprzeczności z naturalną skłonnością do trzymania zwycięzców i unikania realizacji zysków. Rebalancing wymusza jednak działanie odwrotne, czyli częściowe wychodzenie z aktywów, które rosły najszybciej, i dokładanie do tych, które chwilowo były słabsze.
Dodatkowo mamy tutaj do czynienia z błędem poznawczym zwanym „efektem posiadania”. Po prostu traktujemy inwestycje w portfelu jak nasze własne i nie chcemy „się z nimi rozstać”. Innymi słowy trudno sprzedaje się aktywa, nawet jeśli jest to zgodne z naszą strategią.
Świadomość, że taki proces jest zaplanowanym elementem strategii, a nie oceną przyszłych wyników, pomaga ograniczyć emocje. Im rzadziej robimy rebalancing, tym rzadziej będziemy musieli mierzyć się z dyskomfortem związanym ze sprzedażą aktywów lub że po prostu zrezygnujemy z rebalcningu „bo coś się dzieje akurat na rynku”.
Dostosowanie rebalancingu do wieku i horyzontu inwestycyjnego
Rebalancing nie powinien być oderwany od etapu życia inwestora. Wraz ze zbliżaniem się do realizacji celu finansowego naturalnie maleje zdolność do ponoszenia ryzyka. Choć oczywiście nie u każdego. W praktyce oznacza to stopniową zmianę proporcji portfela na mniej agresywne.
Częstym podejściem jest schodzenie z czasem po tzw. schodach alokacji, na przykład z portfela 80 procent akcji i 20 procent obligacji do 60 procent akcji i 40 procent obligacji, a w niektórych przypadkach nawet do 50 na 50. Rebalancing staje się wtedy nie tylko narzędziem utrzymania proporcji, ale również mechanizmem systematycznego obniżania ryzyka w miarę skracania się horyzontu inwestycyjnego.
Podsumowanie
Rebalancing dopłatami brzmi atrakcyjnie, ale działa tylko przez bardzo krótki czas i wyłącznie w sprzyjających warunkach. W realnym świecie rynków finansowych nie da się uniknąć okresowych decyzji o sprzedaży części aktywów, jeśli naprawdę chcemy stosować rebalancing. Świadomy inwestor powinien traktować rebalancing jako integralny element strategii, a nie jako problem, który da się rozwiązać samymi wpłatami. Najlepiej własną strategię spisać i od razu określić na jakich zasadach będzie przeprowadzany rebalancing.
Miał to być, krótki wpis o dopłatach do rebalancingu, a wyszło jak wyszło 😊 Daj koniecznie znać w komentarzu, co myślisz o arkuszu zaprezentowanym powyżej. Jeśli masz jakieś wskazówki lub sugestie daj mi znać.





Dobry wpis. W kwestii rebalancingu portfela dwuskładnikowego użytego tu jako przykład mam jednak jedną uwagę.
Nie do końca działa tu intuicyjna zasada „sprzedawaj drogo, kupuj tanio” czy „sprzedawaj dzisiejszych zwycięzców, kupuj przyszłych zwycięzców”. W długim terminie obligacje z natury mają niższą oczekiwaną stopę zwrotu niż akcje.
W przypadku obligacji notowanych na rynku (lub ETF-ów obligacyjnych) można oczywiście próbować zarabiać na cyklu stóp procentowych, ale to wymaga selektywnego kupowania i sprzedawania w odpowiednich momentach. Rebalancing względem akcji nie jest tu narzędziem do takiej strategii.
Natomiast przy obligacjach detalicznych typu EDO w ogóle nie ma o czym mówić – nie ma rynku wtórnego ani zmienności ceny, więc nie konkurują one z akcjami o stopę zwrotu.
Dlatego w takim modelowym portfelu rebalancing sprowadza się raczej do realizowania części zysków z akcji i parkowania ich w bezpieczniejszym aktywie, które pełni funkcję bufora oraz „amunicji” do zakupów akcji w czasie większych spadków rynku.
Cześć Macieju, dzięki za szybkie zapoznaniem się z plikiem i tekstem.
Generalnie nie mogę się przyczepić do tego co napisałeś 🙂 Masz sporo racji, przykład EDO tez jest dobry bo nie jest produkt notowany na rynku, więc nie ma w związku z tym wahań.
Czy ta intuicja o „sprzedawaniu drogo i kupowaniu tanio” jest trochę przesadzona. Myślę, że tak. W tym przykładzie jasne, że obligacje będą zarabiać wolniej niż akcje, więc częściej będą dokupywane, a akcje częściej sprzedawane. Tutaj pełna zgoda. W sytuacji mniejszych ruchów, albo gdy rynek jest na szczytach, to faktycznie „parkowanie gotówki” pod zakupy. Jednak w sytuacji większych korekt, albo nawet krachów, wtedy obligacje są table a akcje spadają, zatem sprzedajemy obligacje i kupujemy teoretycznie tanie akcje. Więc kiedy zbliżamy się do szczytu hossy to rebalancing pozwala nam sprzedawać akcje i parkować środki w obligacjach, gdy dochodzi do krachu/bessy/spadków to sprzedajemy obligacje i kupujemy akcje. Jak dla mnie to właśnie trochę realizuję tą koncepcje, aby dokupywać akcje gdy są relatywnie tanie i sprzedawać gdy są drogie. Wiadomo, że to łatwo mówić w teorii, w praktyce rynek fluktuuje i może rebalancing też nie trafić w takich ruch zbyt dobrze. Jak dla mnie tutaj ten efekt działa, ale nie wiem czy Ciebie to przekonuje. Na pewno nie jest to podejście trend followingowe, gdzie patrzymy na trend. Dla mnie rebalancing jest przede wszystkim po to, aby utrzymać jakoś zmienność pod kontrolą, to jest jego główna funkcja.
Btw jak sobie zrobić pewne symulacji portfeli 80/20 względem 100% akcji, to czasami portfel 80/20 radzi sobie nawet lepiej niż 100% akcji, właśnie dzięki reballancingowi. Nie w każdym terminie, ale czasem taki efekt się pojawia i to właśnie dzięki rebalcningowi 🙂