Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu o wyborze funduszy inwestycyjnych. Jeśli nie czytałeś jeszcze pierwszej części, znajdziesz ją tutaj. W części drugiej swoją uwagę skupiam na kosztach mniej lub bardziej ukrytych przy inwestowaniu w fundusze. Wyjaśnię, co oznacza tajemnicze słowo „benchmark”. Ponadto zahaczę temat dywersyfikacji inwestycji przy wyborze funduszu w ramach PPE.

Benchmark funduszu

Każdy fundusz ma pewną koncepcję tego, w co zamierza inwestować. Czy mają to być akcje polskie, czy może firmy technologiczne w Ameryce, albo obligacje skarbowe danego kraju? Daje nam to ogólną ideę tego, co będzie wchodzić w skład funduszu. Podobną rolę pełni benchmark, czyli punkt odniesienia wyników funduszu. Dla funduszy aktywnych nie jest to coś, co fundusz chce replikować, a raczej coś, co ma być dla niego konkurentem. Np. jeśli fundusz chce inwestować w duże polskie firmy, to za swój benchmark może przyjąć np. WIG20 (indeks 20 największych spółek na polskiej giełdzie). Porównanie z benchmarkiem ma pozwolić oszacować, czy fundusz radzi sobie lepiej, czy gorzej niż cały rynek lub jego fragment. 

Benchmark pozwala ocenić jakość zarządzania funduszem, a jeśli fundusz pobiera dodatkową opłatę od wyników “ponadrynkowych” (tzw.success fee), to jej wartość wyliczana jest właśnie na podstawie różnicy pomiędzy wynikiem funduszu, a jego benchmarkiem. Cała kalkulacja jest bardzo skomplikowana i może zakładać pewne progi, od których lub do których ta opłata nie jest pobierana, jednak idea opiera się właśnie na odniesieniu wyników funduszu do benchmarku.

Niestety, nie istnieją żadne regulacje dotyczące tego, jak fundusz ma dobrać swój benchmark. Jest to wewnętrzna decyzja firmy prowadzącej. Benchmarki często składają się z kombinacji różnych parametrów lub indeksów. Jeśli mamy do czynienia z funduszem mieszanym, który zawiera akcje i obligacje na przykład po połowie, to za benchmark może on przyjąć jakiś indeks akcji razy 50% i jakiś indeks obligacji razy 50%. Najczęściej fundusz będzie chciał naśladować swój benchmark i inwestować w coś podobnego do benchmarku, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby fundusz z benchmarkiem 100% WIG20 inwestował w obligacje lub akcje zagraniczne.

Często się zdarza, że polskie fundusze jako swój benchmark dodają stopę WIBOR/WIBID – jest to stopa lokat/depozytów, po której banki pożyczają sobie pieniądze na rynku międzybankowym. Fundusze robią to prawdopodobnie po to, aby pokazać, że o taką stopę pobiją dany indeks, jednak bardzo trudno ocenić, czy ta forma wybierania benchmarku ma jakikolwiek sens.

Analizując benchmark zwróciłbym uwagę na dwa aspekty. Pierwszy: czy sam benchmark jest zrozumiały np. indeks S&P 500 (indeks zawierający 500 największych spółek notowanych na giełdzie w Nowym Yorku). Jeśli fundusz opiera się o jakiś egzotyczny indeks lub jakieś równanie matematyczne, to nawet jeśli portal taki jak analizy online pokazuje różnice do benchmarku, to bardzo trudno ocenić w sensie koncepcji, do czego fundusz chce się porównać oraz czy takie porównanie ma sens. Sprowadza się to do punktu drugiego, czyli właśnie czy dany benchmark ma sens? Jeśli fundusz benchmarkuje się do jakiegoś indeksu, a inwestuje w zupełnie coś innego np. ma benchmark obligacji skarbowych, a kupuje obligacje korporacyjne, to taki benchmark nie ma żadnego sensu. Co więcej, fundusz może pokazywać, że ma lepsze wyniki od benchmarku, jednak wynika to przede wszystkich z tego, że inwestuje w instrumenty o większym ryzyku/zmienności. Zatem jeśli benchmark zdaje się nie być logicznie powiązany z tym, w co fundusz inwestuje, traktowałbym to jako „czerwoną flagę”. Mówiłoby mi to, że zarządzający funduszem chyba sam nie wie, jaką strategię chce realizować oraz czego można się spodziewać po samym funduszu.

O kosztach i opłatach

Opłaty i koszty funduszu powinny być jak najniższe – to jest po prostu banał, który nic nie mówi na temat tego, co jest niskim kosztem, a co wysokim. Co więcej, w funduszach występują różnego rodzaju koszty, więc sugerowanie się jedną małą cyferką może nie być właściwe. Jakie w takim razie mamy główne typy opłat w funduszach?

Opłata za nabycie i umorzenie jednostek funduszu. Opłata ta pobierana jest przy zakupie i/lub sprzedaży jednostki funduszu – zmniejsza kapitał, który inwestujemy, albo który otrzymamy po sprzedaży. Jej wysokość zależy od pośrednika, ale czasem też od samego funduszu. Dobra opłata tutaj to 0%.

Opłata za zarządzanie – jest to stała opłata od aktywów netto funduszu w skali roku, wyrażona procentowo. Jest ona uwzględniona już w cenie jednostki funduszu, więc codziennie pomniejsza wartość funduszu o 1/365 jego wartości netto razy procent. Nie unikniemy tej opłaty. Fundusz zatrudnia ludzi, płaci za wycenę jednostek, za przechowywanie aktywów itd. Musi z czegoś żyć. Funduszu z opłatą poniżej 1% raczej nie znajdziemy, dobra opłata tutaj to coś między 1%-1.5%, co też zależy od typu funduszu. Niemniej w praktyce bardziej można spodziewać się opłat rzędu 2%-2.5%. Niebawem wejdą w życie przepisy, które ograniczą od 2022 roku maksymalną opłatę za zarządzanie w Polsce do 2.0% (obecnie jest to 2.5%). Warto wiedzieć, że fundusze akcyjne zazwyczaj mają wyższe opłaty niż fundusze obligacyjne i pieniężne. 

Ostatni typ opłat to opłata za wyniki – wspomniany wyżej success fee. Jest to opłata za osiągnięcie wyników powyżej benchmarku. Jeśli nie uda się pobić benchmarku, opłata nie jest pobierana, ale dla posiadaczy jednostek nie jest to żadne pocieszenie, skoro fundusz poradził sobie gorzej niż rynek. Tutaj opłaty mogą być wysokie (procentowo), gdyż dotyczą kwoty, powyżej której fundusz pobił benchmark. Warto jednak zwracać uwagę na tą opłatę, gdyż dobry rok funduszu może okazać się nie taki dobry po odliczeniu success fee – ta opłata też jest wliczona w cenę funduszu. Niestety, nie mogę zasugerować tutaj odpowiednich stawek %, gdyż mogą się one mocno różnić, warto porównać te opłaty dla funduszy inwestujących w podobne aktywa lub podobny (albo nawet ten sam) benchmark.  

Tabela ze średnimi opłatami pochodzi ze strony finax.eu1

Opłaty są szalenie istotne, bo jeśli zamierzamy trzymać fundusz przez lata, to różnica między 1% a 2% opłaty w perspektywie 20-30 lat będzie spora.

Warto wspomnieć o dwóch miarach, które agregują większość kosztów funduszy i które najczęściej znajdziemy w dokumentach przeznaczonych dla klienta.

TER – Total Expense Ratio – jest najbardziej powszechną miarą na świecie do oceny kosztów funduszy. Wskaźnik informuje jaki procent aktywów funduszu w okresie sprawozdawczym stanowiły koszty operacyjne funduszu (m.in. zawiera opłatę za zarządzanie). Zatem im mniejszy TER, tym lepiej.

Opłaty bieżące – to informacja obowiązkowo prezentowana w KIID, która agreguje wszystkie opłaty i koszty pobrane przez fundusz, czyli między innymi opłatę za zarządzanie, koszty związane z działalnością funduszu oraz opłaty transakcyjne. W odróżnieniu od TER „opłaty bieżące” nie prezentują opłat związanych z success fee, jednak informacja o tej opłacie także musi znajdować się w dokumencie KIID.

Poniżej przykład tabelki z opłatami funduszu:

Źródło: https://dokumenty.analizy.pl/pobierz/fi/QRS01/KL/2021-02-18 (data dostępu 22 września 2021)

Posłużę się prostym, lecz obrazowym przykładem na to, jak opłaty mogą wpływać na wyniki inwestycyjne. Zakładając jednorazową wpłatę 10 tys. złotych i trzymanie jej w funduszu, który przeciętnie zarabia 4% rocznie, to po 30 latach bez opłat mielibyśmy ponad 32 tys. złotych, przy opłacie za zarządzanie 1%, byłoby to 24 tys. a przy opłacie 2% już 18 tys. Różnica o jeden procent w dłuższym terminie może bardzo wpłynąć na wyniki. 

Prosta symulacja własna jak zachowania się 10 tys. złotych wpłaconych na 30 lat przy stałej stopie zwrotu 4% w zależności od przyjętych opłat

Nie można popadać w paranoję, jeśli i tak jesteśmy zmuszeni jakiś fundusz wybrać, to róbmy to z głową, pamiętając, że nie można kierować się jedynie kosztem. Patrzenie tylko na ten aspekt funduszu może sprawić, że wybierzemy np. jakiś fundusz pieniężny, który mimo niskich opłat, sam zarabia jeszcze mniej. Lepszy fundusz z opłatą 2% i zarabiający średnio 4%, niż fundusz z opłatą 1% zarabiający 0.9%. 

Do wyboru funduszu musimy podejść kompleksowo. 

Dywersyfikacja inwestycji

Warto wspomnieć o jeszcze jednym elemencie, a mianowicie tym, że nikt nie zna przyszłości. Patrząc w perspektywie 20-30 lat nikt nie wie, jakie spółki będą miały największe zyski, czy może obligacje to najlepsza forma inwestowania w danej dekadzie, a może właśnie nadejdzie złota epoka polskiej giełdy i złotówki. Nikt tego nie wie. To jednak nie znaczy, że nie warto robić nic. Wręcz przeciwnie – lepiej spróbować nie wkładać wszystkich “jajek do jednego koszyka”, lecz podzielić je umiejętnie. W finansach nazywa się taką strategię dywersyfikacją, czyli lokowaniem środków w różne instrumenty, np. różne akcje. Podobnie warto pomyśleć w kwestii inwestycji. Jeśli inwestujemy w ramach IKE i IKZE na emeryturę, to warto w PPE przyjąć strategię różną od tych w IKE/IKZE. Dlaczego? W przypadku pomyłki, przynajmniej jedna inwestycja okaże się sukcesem, a wraz ze zbliżaniem się do emerytury można re-alokować środki do innych funduszy/instrumentów. Dodatkowo, taka strategia powinna cechować się mniejszą zmiennością całości kapitału. A po ludzku: chodzi o to, że jeśli strategie będą od siebie znacząco różne, to kiedy wartość jednej z nich będzie spadać, to teoretycznie wartość drugiej powinna rosnąć – mówi się wtedy że są negatywnie skorelowane (oczywiście temat korelacji, korelacji w sytuacji stresowej albo „wrong way risk” jest o wiele bardziej złożony, ale dzisiaj nie o tym). Jeśli zatem w ramach IKE inwestujemy w zagraniczne akcje firm amerykańskich, bo nie wierzymy w polską giełdę, to warto PPE ustawić na coś innego niż spółki zza Atlantyku. Mogą to być obligacje skarbowe, surowce albo akcje europejskie lub azjatyckie. I odwrotnie, jeśli już w ramach IKZE inwestujemy tylko w polskie akcje z WIG20, to warto pomyśleć w PPE o czymś innym np. o obligacjach lub spółkach notowanych na rynkach zagranicznych. Chodzi o to, żeby inwestując w ramach PPE nie podejmować decyzji w oderwaniu od innych programów emerytalnych, a patrzeć na wszystkie programy holistycznie. 

Może być tak, że już inne nasze inwestycje są wystarczająco zdywersyfikowane, wówczas szukanie jakieś nowej grupy aktywów tylko dlatego, że jest inna nie wydaje się być konieczne. PPE ma taką zaletę, że najczęściej nie śledzi wyników inwestycyjnych i czasem nawet zapominamy o nim na długie lata, więc będziemy mogli „przetrwać” duże spadki na rynkach nawet ich nie zauważając. Zatem w zależności od prywatnych preferencji, czasem wręcz większa koncentracja kapitału może mieć sens. Niestety takie jest inwestowanie, nie ma tutaj jednej uniwersalnej zasady dla każdego.

Oczywiście, jeśli PPE stanowi naszą pierwszą cegiełkę planów emerytalnych, wtedy ten punkt będzie wyglądał inaczej. Warto zastanowić się nad tym, co wydaje się interesujące do inwestowania przez fundusz, a co potencjalnie będziemy mogli uzupełnić w przyszłości za pomocą innego programu.

Podsumowanie

Zapoznałeś się z najważniejszymi tematami związanymi z analizą funduszy. Wiesz, jak mierzone i przedstawiane jest ryzyko w ocenie funduszy, czym jest karta funduszu, czym jest KIID oraz co oznacza benchmark. Mam nadzieję, że lepiej też rozumiesz jakie opłaty pobiera fundusz i że jest to jeden z istotniejszych parametrów w ocenie i wyborze tej formy inwestycji, a mając te informacje będziesz mógł podjąć bardziej świadome decyzje finansowe.

Przypisy

  1. Tabela średnich opłat w funduszach inwestycyjnych https://www.finax.eu/pl/blog/z-jakimi-oplatami-musimy-sie-liczyc-inwestujac-w-fundusze (data dostępu: 22 września 2021)